502687023
wojtek@nietylkotech.pl

„W lesie dziś nie zaśnie nikt” czyli smaczny slasher po polsku

wlesieniezasnienikt

Oglądanie „pierwszego” polskiego horroru, który wczoraj wleciał niespodziewanie na Netflix, to nie tylko przyjemność, ale i patriotyczny obowiązek. To… jest… dobre! Fajny prezent od koronawirusa, który zamknął nam kina. Nie spodziewałem się po tym filmie absolutnie niczego, mając w pamięci wszystkie poprzednie polskie „horrory”. Chyba tylko „Kołysanka” wyrwała się z grona totalnych porażek, ale tam straszenie nie było głównym celem autorów.

Podobnie jest zresztą w „W lesie nie zaśnie już nikt” – ten film nie jest wyjątkowo straszny (choć oczywiście to zależy, kogo zapytamy), ale też nawet nie próbował być. Reżyser, który znany jest z bardzo kontrowersyjnych projektów („Plac zabaw”), wziął tutaj na warsztat klasyczny gatunek slashera.

Jakie są klasyczne amerykanskie slashery, to chyba każdy wie. Głupie, naiwne, ale za to sprawiające sporo frajdy. „W lesie…” doskonale zdaje sobie z tego sprawę i jest pod tym względem wyjątkowo samoświadomy. Ta świadomość jest nawet konkretnie personifikowana poprzez postać Julka – nerda i fana horrorów, który pełni tutaj rolę specjalisty od gatunku. Jasno tłumaczy innym bohaterom, czego NIE powinni robić, żeby przetrwać. Oczywiście i tak to zrobią, bo to przecież film! W tym gatunku niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć!

Ten zabieg artystyczny wyjątkowo mi się spodobał i udowodnił, że twórcy wiedzą, co to jest konwencja i jak się nią posługiwać. To po prostu kawał dobrego kina gatunkowego. Niestety…

… widzowie tego nie zrozumieją i oceny na Filmwebie tylko to potwierdzają. „eee Seba to nie było wcale straszne. Ch@#$ film…„. Na szczęście film najwyraźniej mocno docenili krytycy i to na pewno cieszy. Film jest bardzo przyjemny dla oka – zdjęcia są wyjątkowo plastyczne, a kadry bardzo przemyślane. Pod tym względem wszystko się świetnie spina.

Aktorsko również jest po prostu dobrze i wyjątkowo nieźle radzi sobie nawet mocno hejtowana Julia Wieniawa. Zresztą całej tej nagonki na tę osobę nie do końca rozumiem, ale cóż, takie czasy! Reszta ekipy również gra poprawnie i warsztatowo jest to po prostu okej.

Odniosłem wrażenie, że wszyscy grają typowe dla siebie role – Mecwaldowski, Lubaszenko, a nawet Cyrwus, którego postać jest jedną z najciekawszych w całym filmie. Wiktoria Gąsiewska postanowiła jako pierwsza z ekipy Rodzinki.pl pokazać swoje „walory” ale jej rola nie sprowadzała się tylko do tego. To wszystko nadal trzymane jest w konwencji. Mamy przystojniaka i pustą lalę, tajemniczego milczka, wspomnianego nerda, no i oczywiście główną protagonistkę z tajemnicą. Jest też główny zły, a raczej źli. Poprawny villian z ciekawym backstory… jak na ten gatunek jest bardzo okej!

Jednak jednocześnie wszystkie te postacie nieco się z tej konwencji wyłamują. Nerd ma prawie milion subów za granie w gierki i jest internetowym celebrytą, przystojniak jest prawiczkiem, tajemniczy milczek to gej, a pusta lala doskonale wie, jak ją wszyscy postrzegają (również widzowie) i przyznaje, że jak chyba każdy szuka prawdziwej miłości. Nie zabrakło tutaj co prawda kilku dziwnych luk fabularnych, ale po raz wtóry powtórzę – to jest po prostu taka konwencja. To slasher i ma wszystkie cechy charakterystyczne dla tego gatunku.

Nie zagrało mi tylko zakończenie, które jest poprowadzone nieco za szybko. Brakowało mi tutaj jakiegoś konkretnego domknięcia. Tragiczna jest też w moim odczuciu muzyka, na której dźwięk chwilami krwawiły mi uszy. To jest pewnie jednak również celowy zabieg.

Podsumowując: Moim zdaniem, aby być w pełni precyzyjnym, trzeba oceniać ten film w kategoriach pełnokrwistego slashera, a nie po prostu horroru. Ten brak precyzji wprowadzi w błąd.

Tymczasem ode mnie duża okejka! Siedem i pół!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *