502687023
wojtek@nietylkotech.pl

Jak Tony Stark sam stworzył swoje demony, czyli Iron Man 3

Iron Man 3

Iron Man 3 to moim zdaniem zdecydowanie najlepsza z części samodzielnych przygód Anthonego Starka. Gdy oglądałem ją pierwszy raz w kinie, to byłem tylko trochę zawiedziony. Wtedy jednak patrzyłem na to przez pryzmat nastoletnich fascynacji – „im więcej zbroi tym lepiej”. No i fakt – zbroi było naprawdę sporo, ale jednocześnie dostały jedynie ułamek czasu ekranowego i były jakieś takie delikatne i kruche. Wtedy coś mi tu nie pasowało.

Teraz gdy powróciłem do tego filmu ponownie, już po zakończeniu Sagi Nieskończoności. Ten film okazał się jej naprawdę ważnym elementem. Zresztą biorąc pod uwagę to, kto jest kluczową postacią Endgame, to ten film jest chyba najważniejszy ze wszystkich pozostałych. Pokazuje ewolucję, Tony’ego i dokładnie przedstawia ostatni etap jego przemiany w osobę, która pstryknęła palcami w rękawicy nieskończoności z ikonicznymi słowami na ustach.

Od strony realizacyjnej to jest film praktycznie kompletny i samoświadomy. Twórcy dokładnie wiedzieli, co chcą osiągnąć i właśnie to zrobili. Scenariusz jest naprawdę fajnie rozpisany, a praktycznie każda postać ma tutaj konkretny cel istnienia i spełnia go świetnie. Od Tony’ego, przez Rhoediego i Pepper aż po tego uroczego małego mądralę.

Wspomniana już kruchość zbroi ma też bezpośrednie powiązanie z kruchym stanem psychiki jej właściciela. Tony walczy bowiem z traumą po Bitwie o Nowy Jork i zbroje to po prostu jego sposób ucieczki od tych traumatycznych doświadczeń. Uciekać nie da się jednak wiecznie i strach zawsze znajduje drogę do naszej głowy. W tym przypadku objawia się to pod postacią ataków paniki. Iron Man 3 to obok Winter Soldier i Civil War jeden filmów najlepiej rozwijających wątek bohatera, który jest też człowiekiem.

Film jest też bardzo fajnie wyważony pod względem scen akcji. Twórcy bardzo chcieli pokazać Iron Legion, ale jednocześnie zdawali sobie sprawę, że gdyby zbroje dysponowały pełnią mocy, to balans byłby mocno zaburzony. Zresztą ta nieporadność i delikatność nowych typów zbroi Tonego to też świetny pretekst do wielu żartów sytuacyjnych w stylu „Syn marnotrawny powrócił!”.

Zresztą jak wspomniałem, to jest jedynie ucieczka od strachu. Tym razem Stark musi z tym strachem wygrać bez pomocy swojej technologii. Udaje mi się to zrobić dopiero wtedy, gdy jego zbroja niedomaga. To chyba jedyny film, w którym Stark sięga po klasyczną broń i… o ironio, ma problemy z jej ogarnięciem, a przecież „jest z branży!”.

Chyba jedyną wadą jest tutaj główny przeciwnik Starka. KiIlian się jakoś nie broni w roli demonicznego villiana. Jednak to, co zrobiono w tym filmie z postacią Mandaryna, to jest…. po prostu czysty geniusz! Ten twist naprawdę mnie mocno zszokował, ale był to jednocześnie szok bardzo pozytywny.

Wielu krytyków mocno narzekało na ten aspekt, ale ja uważam, że biorąc pod uwagę fabularną całość tej produkcji, to wszystko całkiem sprytnie się zazębia. Pomijam fakt, że prawdziwy Mandaryn naprawdę istnieje w MCU i przedstawiono go w jednym z shortów Marvela. Ten krótki metraż znajdziecie gdzieś w Sieci. „All Hail the King”.

Gdybym chciał przytoczyć moje ulubione sceny z tego filmu, to ten tekst miałby kilka stron. Dlatego określę to w ten sposób – ten film jest świetny po prostu jako całość. Jednak prawdziwej wartości nabrał dopiero z perspektywy czasu i w porównaniu z całą resztą sagi.

Muszę też zwrócić uwagę na wręcz zajebistą muzykę Briana Tylera. To zdecydowanie moja ulubiona ścieżka z wszystkich dotychczasowych filmów MCU. Widzę tutaj mnóstwo inspiracji – na przykład, nie wiedzieć czemu, momentami brzmi mi tutaj mocno Cowboy Bebop. Po prostu cudo!

Nie jestem jeszcze nawet w połowie maratonu, ale coś czuję, że IM3 to będzie moja topka Infinity Saga.

W 2013 roku dałem mu 8/10 i zdecydowanie podtrzymuję tę ocenę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *